Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski autor. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 sierpnia 2021

33. W miłości nie chodzi tylko o to, by brać. Nie wystarczy być. Trzeba dać samą siebie. Magdalena Witkiewicz „Po prostu bądź”:

Sierpień to miesiąc całkiem niezdecydowany. Powinien reprezentować lato, ale na moje oko w ogóle nie może się z tym pogodzić. Jednego dnia nie może zapomnieć, jak to było za czasów wiosny, a innym razem tęskni mu się za jesienią. Głupi ten sierpień. Dziś w moich stronach znów pada deszcz. Zimno, że aż mną trzęsie. Jestem niewyspana. Siedzę zawinięta w grubą bluzę z kapturem, którą zwykle ubieram dopiero w końcówce października. Są też atrakcyjne skarpety z froty, prezent pod choinkę. Jak w obronnym pancerzu. Boję się, że dopadnie mnie kobiecość. Na fotelu obok mnie śpi mały kot, a na komodzie naprzeciwko pochrapuje kotka. Mogę się troszczyć tylko o nie, a ludzie wołają do mnie „kocia mamo”. Kiedy gonisz sławne trzydzieści lat tak, jak ja, to zaczynasz się zastawiać czy Twoi znajomi jeszcze niewinnie żartują, czy może zaczynają kpić. Siedzę i czytam książkę. Ona jest w życiowej dupie i pojawia się on. Ma wykształcenie, urodę, mamonę. Wielka, nieskończona miłość. Cyk i jest. To zupełnie jak w realnym życiu. 


 źródło: Archiwum prywatne, zrzuty ekranu. Aplikacja Empik Go.

Dzisiaj będzie o powieści „Po prostu bądź”. Została wydana dwukrotnie. Pierwszy raz w 2015 r. (okładka po lewej stronie), a ponownie w roku 2021 (okładka z prawej). Twórczość Pani Magdaleny Witkiewicz jest trochę z bajki. Czytając, za każdym razem jestem jak Dyzio Marzyciel z wiersza Juliana Tuwima. Leżę, przyglądam się błękitnemu niebu i jem... i jem... i jem. Z drugiej strony, choć czasem się bronię, jej teksty bardzo zastanawiają. A kiedy ma się obniżony nastrój, poruszają czułe struny. W ubiegłym tygodniu pisałam o Srebrnej łyżeczce*, 
a trzy lata temu o Pierwszej na liście**. Przeczytaj jeśli chcesz. Linki są na końcu posta. 
Arianka 

Na początek skrawek piosenki od TEGO Dawida. Chyba moja ulubiona i pasuje tutaj. Lubię smutne piosenki.

Dwoje najlepszych kumpli. Ramię w ramię, jeden za drugim skoczyłby w ogień. Wspólna praca, wspólne zainteresowania. Nawet kobiety podobają im się te same... Ups. Aleksander to dziecko szczęścia, udaje mu się na każdym polu. Łukasz ma w życiu bardziej pod górkę. Obaj próbują się ustatkować. Pewnego dnia Aleksander znika, na zawsze. Pola jest wyrzutkiem. Czarną owcą w rodzinie. To cena, którą musiała zapłacić za chęć spełniania marzeń  o byciu architektem. Sama musi mierzyć się z wyzwaniami, które niesie za sobą mieszkanie w dużym mieście. Nieoczekiwanie dziewczyna traci ważną dla siebie osobę. Pogrążona w głębokiej rozpaczy przestaje kontrolować to, co dzieje się wokół niej. Nie zauważa innych ludzi i ich uczuć. Magda to kobieta, która uwielbia pieniądze. Zakochany Łukasz decyduje się na wariacki krok. Czy można zbudować związek, gdy kocha tylko mężczyzna?

(Kaśka Sochacka, „Ciche dni”, 2021 r., posłuchaj na Youtube, klikając w cytat)

Czy kochałeś kiedyś kobietę tak bardzo, że byłeś w stanie zrezygnować dla niej ze wszystkich swoich potrzeb? Czy potrafiłbyś kochać tak mocno? Czy kiedykolwiek kochaliście, mimo że druga strona była ślepa? Czy kochaliście kogoś, kto był z inną osobą? Czy byliście zakochani bez wzajemności? Albo czy baliście się powiedzieć na głos o swoich uczuciach? Miłość jest wielka, cudowna i niepojęta. Można o niej marzyć i śnić. Pisać wiersze miłosne, książki, śpiewać piosenki. Ale gdy przychodzi do nas tak naprawdę, trzeba podejść do niej z pełną odpowiedzialnością i zaangażowaniem, ale postępować bardzo ostrożnie, bo jest delikatna, jak najcieńsze szkło. Miłość od nienawiści dzieli niewielka granica. Ważne jest, by w kłopotach rozmawiać ze sobą i nie pozostawiać wątpliwości oraz konfliktów bez wyjaśnienia. 
Mam problem z powieścią „Po prostu bądź” z jednej strony fabuła jest dla mnie strasznie odrealniona,
a z drugiej wydaje się taka życiowa. Ot, paradoks.  Zdecydowanie nie rozweseliła mnie ta książka. Zasmuciła
i wywołała nostalgię. Główna bohaterka przez cały czas denerwowała, a Łukasz mnie ujął, wręcz wzruszył. Chcecie wiedzieć, o co chodzi? Przeczytajcie. Polecam, jeżeli lubicie sobie pomarzyć. 

OCENA: 9/10 (BARDZO DOBRA)

Notka wydawnicza: 
autor: Magdalena Witkiewicz, 
tytuł oryginału: Po prostu bądź,

niedziela, 1 sierpnia 2021

32. Szczera miłość nie jest idealna. Czasami trzeba do niej dorosnąć. Naprawianie jest sztuką. Magdalena Witkiewicz „Srebrna łyżeczka”:

Szara pogoda w moim mieście nie dodawała nikomu energii. Temperatura wywoływała pot na całym ciele. Deszcz przez długi czas toczył nierówną walkę ze słońcem, aż wreszcie zwyciężył na dobre. Cieszyłam się, że zaczęło padać. W takie dni miałam więcej zrozumienia dla własnego lenistwa. Mogłam ze spokojniejszym sumieniem włożyć na siebie rozciągniętą koszulkę ze starą plamą i do kompletu dziurawe gacie, a potem przykleić się na dobre do wersalki i czytać nową powieść Pani Magdaleny Witkiewicz. Pić kawę i jeść wafelki. 


 źródło: Archiwum prywatne 

Przyznaję, że dużo rzadziej niż kryminały wybieram książki bardziej kobiece. Takie, które mają śliczne okładki 
z piękną nią i przystojnym nim, kwiatami, słodyczami lub z domkiem nad wodą. Z reguły dużo w nich napisane jest o uczuciach, czułości i miłości między kobietą a mężczyzną. Nie znam się na tym. Wolę śmierć, ćwiartowane flaki, robaki i patomorfologów. Jednak gdy, jak ostatnio, bardzo się stresuję, moja głowa potrzebuje czegoś innego. Od przeczytania Awarii małżeńskiej” Pierwszej na liście*, sięgam po twórczość Pani Witkiewicz, jak po ulubione serowe chipsy tortilla po trzech miesiącach diety. Udaję, że miłość mnie nie obchodzi, podobnie jak przyrost wagi. Z autorką łączy mnie wrażliwość i uwielbienie do zwierząt. 
W szczególności do kotów. 

Srebrna łyżeczka” w cukiernicy ze zbrylonym cukrem.
Zapomniana, w domu nikt dawno nie słodził herbaty. Staromodna, brakująca w komplecie, z wygrawerowanym inicjałem. Klucz do poznania sekretów z przeszłości. Lidia była dzieckiem, które musiało szybko dorosnąć 
i dorosłą kobietą, w której obudził się nastoletni bunt. Konrad chciał być jednocześnie matką, ojcem, przyjacielem, mężem i kochankiem. Pogubili się w swoich uczuciach. Teraz boją się zrobić krok do przodu 
w pojedynkę. Boją się żyć. Pani Irena pisze list na eleganckiej papeterii. Czy zranioną miłość można posklejać jak potłuczone naczynie?

„Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci
Osoba złośliwa lub ktoś, kto tak samo jak ja czyta zazwyczaj coś innego, mogłaby powiedzieć, że ta książka to takie niewymagające „pitu-pitu”. Okazuje się, że nie. Dla mnie najbardziej denerwujące w tekście było naprzemienne przedstawianie zdarzeń głównie przez dwójkę bohaterów. Od pierwszego dowiedziałam się konkretnej informacji, a po chwili drugi opowiadał mi o tym samym. Niby miałam do czynienia z dwoma punktami widzenia, jednak takie powtarzanie bardzo nudziło. 
Kiedy czytałam „Srebrną łyżeczkę” przypomniały mi się dawno temu zasłyszane słowa piosenki Meli Koteluk  „Działać bez działania”.

(posłuchaj na Youtube, klikając w cytat)

Wszystkie cechy, które człowiek nabywa i wszystkie przeżycia, których człowiek doznaje w dzieciństwie, nie dają się później wykorzenić. Mają wpływ na osobowość i  dalsze postępowanie. Aby panowała równowaga, rozwój człowieka powinien, składać się z poszczególnych etapów, gdzie nie może zabraknąć żadnego.
Każdy ma osobisty scenariusz życia, napisany przez los lub tworzony według Bożego planu. Niektóre scenariusze są łatwiejsze, a inne wcale 
i wydają się niesprawiedliwe. Wierzę jednak, że każdy przeżywa własne problemy. Walczy z własnymi traumami. Magdalena Witkiewicz w tej powieści podkreśla, że pomimo tych traum i popełnianych błędów, nikt nie powinien bać się działać i wznosić własnych marzeń na wyższe poziomy. Nie wolno zamykać się w klatce lęków. Błędy powinno się naprawiać. Człowiek nawet zagubiony, ma prawo kochać. Miłość zasługuje na drugą szansę. 

~Arianka

OCENA: 8/10 (DOBRA)

Notka wydawnicza: 
autor: Magdalena Witkiewicz, 
tytuł oryginału: Srebrna łyżeczka,



czwartek, 9 kwietnia 2020

31. Rzeczywiście fajna ta Zocha. Autor Jacek Galiński i komedia kryminalna #AjaznamPanazInstagrama. Seria o Zofii Wilkońskiej, tom 1 i 2.


* źródło: Archiwum prywatne 

Pewnego razu na wyświetlaczu mojej komórki, pojawiło się powiadomienie z profilu bloga na Instagramie - 💓@jacekgalinski lubi Twoje zdjęcie. Właśnie tak dowiedziałam się o istnieniu nowego autora w polskich księgarniach. Człowieka posiadającego wykształcenie do pisania scenariuszy i skromnego twórcy orynalnej serii książkowej o starszej Pani Zofii. Pan Jacek Galiński pisze własnym sposobem o tym wszystkim, o czym nie piszą wszyscy inni. Humorystycznie.

*Kim jest ta starsza Pani Zofia?

Jaka Pani Zofia? Jaka Pani Zofia pytam?!
To najprawdziwsza Zocha! Zocha Łobuz Wilkońska.

Kiedy czytałam o Zośce i jej wózeczku, przypomniała mi się piosenka 
z wieczorynki o listonoszu, którą emitowano gdy miałam kilka lat.
Zaczynała się tak „Pat i kot, kot i Pat, Pat i kot przyjaciele od lat. 
Z torbą pełną listów, ledwie świt zabłyśnie, 
swym pocztowym wozem rusza w świat”.  

Cwana i nieustraszona emerytka z zepsutym biodrem, dziarsko przemierza ulice Warszawy, zawsze ciągnąc ze sobą ukochany, zdezelowany wózeczek zakupowy. Ciągle spotyka na swojej drodze niebezpiecznych zbirów i przez to wiecznie wpada w poważne tarapaty. Spokojna głowa. Żaden bandyta nie zdoła zabić Zochy. Byleby tylko miała coś dobrego do jedzenia, to ona pierwsza rozwali człowieka swoim gadaniem. Zocha robi różne rzeczy. Całkiem typowe dla kobiety w jej wieku. Ogląda pornosy z porywaczami, tańczy w klubie z golasami, znajduje trupy, podpala śmietniki. A to wszystko z powodu jednej tylko kamienicy...

Ja się zastanawiam, co się zdarzy,
kiedy ten wózeczek całkiem się rozkraczy?

*Co o tym wszystkim myślę?

Komedia kryminalna to dla mnie coś nowego. Autor też nowy.

Mój umysł do granic naszpikowany opowieściami o morderstwach, pobiciach, katowaniu ciężarnych, mafiozach, zwłokach, krwi, robalach, gwałtach, narkotykach, pedofilach i innych nikczemnościach, chętnie przyjął szansę na krótki odpoczynek. Najpierw postawiłam przed sobą kubek ciepłej kawy z mlekiem i cukrem, a potem wykopałam z szuflady bardzo dobrze ukrytą przed światem sztukę batonika Kinder Country z cukrem i garść cukierków Likworków o smaku żubrówki, żurawinówki i pigwówki. Też z cukrem. Tak doskonale zaopatrzona w środki pobudzające, alkohol i białą śmierć, zabrałam się za Zochę. Na początku istniała pewna obawa, że obiecywane żarty okażą się nieśmieszne... 

Nie potrafię traktować tych dwóch części serii jako osobnych książek. Są krótkie i bardzo do siebie podobne. Przyzwyczajona do radzenia sobie z klocami Stephena Kinga, czy polskiego Remigiusza Mroza, skończyłam te tomiki tak szybko, jak je zaczęłam. Lektura „Kółko się pani urwało” mniej mnie bawiła. Przypominała pierwszą rozmowę dwójki nieśmiałych nieznajomych dwudziestego pierwszego wieku, która ogranicza się do słów „Fajnie, fajnie. Rozumiem. Miło, miło. Oki”. Podczas takiej rozmowy niby jest się zainteresowanym, ale nudzimy się, jakoś nic się nie klei i najchętniej byśmy uciekli. Potraktowałam tę książkę jako wstęp do czegoś lepszego. „Komórki się pani pomyliły” czytałam, śmiejąc się co chwilę. Z Zochy, z jej rozmów z oprychami, z sytuacji. Przypuszczam, że z perspektywy moich domowników wyglądałam jak kompletnie zaburzona psychicznie. Czułam się zmuszona czytać im niektóre fragmenty na głos, żeby cieszyli się tak samo jak ja. Mama się śmiała. Polubiłam tę Zochę. 

Pewnego lata moje znajome postanowiły zabrać swoją 
prawdziwie stuletnią babcię na nasze wspólne wakacje.  W tamtym  czasie
z sympatią wszystkie żartowałyśmy z babci, że ona niby tak niewiele kuma,
ale na pewno ukrywa przed nami pod łóżkiem jakiś plan zniszczenia świata. 
Ostatniego dnia naszego urlopu wnuczka zapytała babcię
- Jak minęły te dwa tygodnie? 
- Po wierzchu to bardzo dobrze. W głębokości to nie bardzo 
odpowiedziała babcia. - Czas iść do domku. 

Drodzy Czytelnicy zdanie stuletniej babci moich znajomych idealnie opisuje historię Zochy Wilkońskiej. Po wierzchu przypomina trochę pełne dowcipu kabaretowe skecze, trochę głupkowatego Jasia Fasolę. Wszystko po to, żeby nas rozweselić. W głębokości jednak jest to smutna opowieść, nad którą warto się zastanowić. Opisuje starego człowieka pozostawionego bez opieki. Zocha przemierza ulice, wspominając Warszawę ze swojej młodości. Zapomina, gubi się. Wszędzie szuka jedzenia, którego ciągle brakuje jej w lodówce. A zadziera z przestępcami, by móc ciągle wracać do swojego domku...

~Arianka

OCENA: 7/10 (DOBRA)

Notka wydawnicza: 
autor: Jacek Galiński, 
tytuł oryginału: Kółko się się pani urwało,
Komórki się pani pomyliły,
format: Ebook, 
wydawnictwo: W.A.B,
rok wydania: 2019,
ISBN: 978-83-280-6862-9,
978-83-280-7375-3.

sobota, 4 kwietnia 2020

30. Żona z kuku na muniu i wielebny Wiesław atakują. Remigiusz Mróz, „Głosy z zaświatów” czyli druga część przygód Seweryna Zaorskiego i Burzy.

Fotografia źródło: Archiwum prywatne

Notka wydawnicza: 
autorRemigiusz Mróztytuł oryginału: Głosy z zaświatów,
formatAudiobookwydawnictwoFilia, produkcjaAudioteka
 rok wydania: 2020.

Opis fabuły:
Czy zadaliście sobie kiedyś pytanie, jak to jest, kochać kogoś z kim nie wolno byłoby być? Bez względu na to, jak bardzo tych dwoje chciałoby temu zaprzeczyć, Burzyńska i Zaorski doskonale znają odpowiedź. Pół roku od wydarzeń opisanych w „Listach zza grobu” ponownie wracamy do Żeromic. Mroczna przeszłość Seweryna, ściśle związana z chorą na umyśle żoną, podobnie jak wszystko, czego dopuścił się dopiero niedawno, sprawiło, że dla mieszkańców tego miasteczka, stał się jak persona non grata. W dodatku znów wmieszał się w szemrane układy
z niewiadomymi ludźmi. Podobno cel uświęca środki, a przecież wszystko dla jego małych diablic. Życie Seweryna komplikuje się jeszcze bardziej, od momentu, w którym w Żeromicach zostaje odnalezione martwe ciało bezimiennej dziewczynki. Niedługo potem  mężczyzna otrzymuje wiadomość z zagadkowym nagraniem. Dźwięki kołysanki z horroru i dziecięce głosy, niejednego przyprawiłyby o gęsią skórkę. Wyjaśnienie zagadki śmierci dziewczynki, której klucz znajduje się na kartach polskiej i ukraińskiej historii, doprowadza do prawdziwej tragedii.

Moja opinia:
Jeśli dobrze rozumiem intencje Pana Remigiusza, chciał poprzez „Głosy z zaświatów”, zwrócić uwagę czytelników na zapomniane zdarzenia historyczne oraz na problem pedofilii. Powstało więc połączenie świata kryminału, czyli świata wyobrażonego należącego do Seweryna Zaorskiego i aspirant Burzyńskiej z elementami nawiązującymi do tragicznej historii zbrodni na dzieciach z Zamojszczyzny z lat 1942-1943, a także do katastrofy w Czarnobylu. Pomysł na takie połączenie dla mnie był świetny. Dzięki temu powieść jest bardziej zastanawiająca, ma dużo mroczniejszy, intrygujący klimat, a fabuła jest zawiła. Czytając „Głosy z zaświatów”, byłam cały czas napięta 
i lekko zdezorientowana. Z drugiej strony w powieści pojawia się wątek związany z pedofilią. Krzywda wyrządzana bezbronnym i nieświadomym dzieciom, jakakolwiek by nie była, to zawsze bardzo ciężki dla wszystkich temat. W zetknięciu z nim, w człowieku wyzwala się wrażliwość i agresja przeciwko takim czynom. Przemoc jest czymś niedopuszczalnym i karygodnym. Gwałt to jedna z najbardziej nikczemnych form. Przyznaję, że odbieranie i wyobrażenie sobie opisanych scen gwałtu nie było przyjemnym doświadczeniem. Poza tym uważam, że wykorzystanie do roli oprawcy osoby duchownej, było ze strony autora wielkim pójściem na łatwiznę. W głowach wielu ludzi w społeczeństwie powstało już przecież proste równanie, ksiądz dodać dziecko. Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Pan Remigiusz próbował zapewnić mnie, że takie posunięcie wynikło wyłącznie z fabuły, ja wiele razy próbowałam w to uwierzyć, ale ostatecznie mi się nie udało. Autor z użyciem tak mocnych narzędzi, mógł stworzyć porywającą, niepowtarzalną powieść, a ku mojemu rozczarowaniu powstało coś, co jest przyciągające, ale pospolite. Po prostu takie jedno z wielu. 
Drodzy Czytelnicy, czy zdarzyło wam się czytać książkę, która była wciągająca i podobała się wam, ale jednocześnie przez cały czas, gdzieś z tyłu głowy, mieliście myśl o tym, że w końcu, zdarzy się coś głupiego, co zniszczy to dobre wrażenie? 
Ja tak miałam z „Głosami z zaświatów”. Przeczuwałam w trakcie całej książki, że w którymś momencie spadnie na mnie wielka bomba bezsensowności, albo dopadnie mnie gównosztorm. Podobne uczucia zdarza mi się przy książkach Stephena Kinga. Stało się. Scena kulminacyjna z udziałem żony, mającej kuku na muniu wraz 
z wielebnym Wiesławem była tak niesmaczna i groteskowa, że przez to, nie mogę się teraz powstrzymać od strojenia sobie nieśmiesznych żartów na poważne tematy. Doprawdy po przeczytaniu czegoś takiego, nic tylko iść pod kasztan i płakać. Szkoda, bo mogło być, naprawdę dobrze. Pan Remigiusz zapowiedział, że będzie kolejna część. Mam nadzieję, że lepsza.

Puszczam do Was oczko.

~Arianka 

O autorze:
Remigiusz Mróz, także Ove Løgmansbø i mistrz polskiego kryminalu:
W 2015 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dziś to jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy. Za granicą reprezentowany przez wpływową agencję literacką Madeleine Milburn Literary Agency z siedzibą w Londynie. Jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy. Twórca kultowej Joanny Chyłki, trylogii Parabellum i kilkudziesięciu innych. Autor w swojej twórczości porusza wiele problemów społecznych np. sprawy uchodźców, mniejszości narodowych i przemoc domową. Jest również ambasadorem kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet „Kocham. Szanuję”.





środa, 25 marca 2020

29. Remigiusz Mróz i „Listy zza grobu” czyli pierwszy tom serii o Sewerynie Zaorskim i Burzy. Seweryn! Tak bardzo chciałabym zostać kumplem Twym!:

Fotografia źródło: Archiwum prywatne














Notka wydawnicza: 
autor: Remigiusz Mróztytuł oryginału: Listy zza Grobu,
format: Audiobookwydawnictwo: Filia, produkcja: Audioteka
 rok wydania: 2019.

 Opis fabuły:
 „Wond'rous apparition provided by magician. Doo, doo, doo, lookin' out my back door.
(fragm. utworu Ceedence Clearwater Revival „Lookin' out my back door”)
Powieść, dzięki  której odnajdziesz dźwięki wielu starych, rockowych kapel. Żeromice, miasteczko tak wielkie, że jak kichasz po jednej stronie, to sąsiad po drugiej życzy Ci na zdrowie. W tej dziurze każdy zna każdego i nic się tutaj nie ukryje. Życie mieszkańców toczy się bezpiecznie i spokojnie. Równowaga ta zostaje zakłócona kiedy wraz z dwoma małymi córkami w Żeromicach pojawia się Seweryn Zaorski. Specjalista w zakresie patomorfologii. Najlepiej czuje się w towarzystwie nieżywych. To postać niebudząca zaufania. Taki typ spod ciemnej gwiazdy, który dźwiga na swoich barkach bagaż doświadczeń i niejedno ma na sumieniu. Dawna miłość Seweryna z czasów szkolnych Kaja Burzyńska, od dwudziestu lat, zawsze tego samego dnia, otrzymuje listy od nieżyjącego ojca. Mężczyzna za życia zaplanował tę wysyłkę tak, by jego córka o nim nie zapomniała. Polskie przysłowie mówi, że stara miłość nie rdzewieje. Seweryn przypadkiem, odnajduje w swoim domu zbiór przestarzałych dyskietek komputerowych. Czy to ma związek z ojcem Burzyńskiej?

Fragment z rozdziału 2:
(Fragment podany ze słuchu. Przepraszam za zaistniałe błędy w interpunkcji).
„[...]
- Tato! - uniosła się Ada. Zaorski zerknął w lusterku na starszą z dziewczynek. 
- Tak?
- Pytałam, skąd wiesz, że kogoś kochasz?
Szybko obejrzał się przez ramię, jakby chciał się upewnić, że pytanie faktycznie padło z ust dziewięciolatki.
- Co takiego? - odparł.
- No, skąd wiadomo, że się kogoś kocha?
- A dlaczego pytasz?
Wzruszyła ramionami i nadąsała się, poirytowana tym, że musi czekać na odpowiedź. Zaorski stwierdził, że najbezpieczniej będzie, jeśli sprosta oczekiwaniom córki. Zazwyczaj ta młodsza gnębiła go bardziej, ale wyglądało na to, że dziś będą szły łeb w łeb. 
- Cóż - podjął. - To się po prostu wie. 
- Skąd?
- Z serca. To się po prostu czuje - spróbował nieco inaczej. 
- Ale skąd wiesz, że czujesz?
Zanosiło się na prawdziwe, filozoficzne dysputy. Zerknął na zegarek, a potem wbił wzrok w drogę przed sobą.
- Na przykład stąd, że cieszysz się obecnością drugiej osoby. W każdej sytuacji. Niezależnie co robisz. 
- Nawet jak robię kupę?
- Nie, wtedy akurat... - urwał i pokręcił głową. - Nie o takie okoliczności mi chodzi.
- No, to o jakie?
- Wszystkie inne - odburknął, gorączkowo poszukując drogi wyjścia z tego niespodziewanego impasu. - Po prostu czerpiesz przyjemność z każdej chwili, spędzanej z tą osobą. A kiedy już nie jesteście razem, czujesz się, jakby słońce przestało świecić na całym świecie. 
[...] [...]
- No dobra - rzuciła. - A Ty nas kochasz?
- Oczywiście.
- Skąd wiesz? [...] [...]”.
 Moja opinia:
Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym”, zaśpiewał Muniek Staszczyk w piosence „Bóg”, a ci, którzy nie pamiętają zespołu „T. Love”, może skojarzą ten fragment z wersji wykonywanej przez młodego Dawida Podsiadło. Seweryn! Bardzo lubię ten kawałek, więc zaśpiewam Ci tak samo. Gdybyś tylko nie był ciągle utytłany w jakimś podejrzanym łajnie, to ośmielę się napisać, że byłbyś świetnym kandydatem na mojego męża. Troskliwy, kochający ojciec. Człowiek posługujący się żartami z rodzaju tych, które bawią tylko ludzi z podobnym poczuciem humoru, czyli dla inteligentnych. W dodatku przystojny. Tak, zdecydowanie mielibyśmy ze sobą dobry kontakt. Nie wiem, mogę jeszcze ewentualnie zanucić coś od „Łez”, na przykład, „Może gdybyś był, kimś innym niż jesteś”. To z kolei z piosenki „Gdybyś był”.
A teraz Drodzy Czytelnicy, celem zakończenia tej błazenady, której dopuściłam się powyżej, na początku podzielę się z Wami myślą, że po raz kolejny potwierdziło mi się, że najlepszym, co może być dla powieści, jest dobrze wymyślony główny bohater. Dobrze wymyślony główny bohater, który przyciągnie czytelnika, sprawi, że ten go polubi i zżyje się z nim, według mnie robi w powieści całą robotę. To za każdym razem, właśnie on sprawia, że zatrzymuję się przy danej powieści. Bez niego książka nadaje się tylko do tego, abym pozostawiła ją na półce lub 
w pamięci urządzenia, które wykorzystuję. Panie Remigiuszu, bardzo Panu gratuluję i dziękuję. Jakie wrażenie wywarł na mnie Pana Zaorski, to każdy już widzi. 
Po raz drugi w swoim życiu sięgnęłam po audiobook. Oczywiście jeśli nie liczyć bajek o „Kozuszce Kłamczuszce” i o „Przygodach Pimpusia Sadełko”, których słuchałam z kasety magnetofonowej jako kilkuletnia dziewczynka. To specyficzny format, gdzie znaczący wpływ na odbiór książki ma interpretacja tekstu przez osobę czytającą. Dużo zależy również od tego, czy ta osoba jest nam znana i czy czujemy do niej sympatię. „Listy zza grobu” czyta Marcin Dorociński. Posiadacz bardzo charakterystycznego, niskiego głosu, dla mnie jednego z najładniejszych wśród polskich aktorów. Lubię też człowieka zarówno jako aktora, jak i mężczyznę, więc siłą rzeczy, słuchanie tekstu sprawiało mi przyjemność. 
Pan Remigiusz Mróz zbudował dobrą fabułę w atmosferze zbrodni i tajemnicy, dodając do tego sporą dawkę humoru oraz ironii. Wiele razy śmiałam się z tekstów Seweryna, a zwłaszcza w momentach, w których dochodziło do rozmów z jego dziećmi. Pewnym urozmaiceniem jest także pojawiający się wątek miłosny, ale nie zaliczyłabym siebie do grona czytelników, którym takie wątki w książkach są niezbędne do szczęścia. Tej książki słuchało mi się dość lekko. Nie przytrafiły mi się zbędne przestoje albo uczucie znudzenia. Odtwarzałam rozdział po rozdziale, aż dotarłam do kiepskiego zakończenia. Drodzy Czytelnicy, zerknijcie do mojej poprzedniej recenzji powieści „Umwelt” Przemysława Żarskiego, a zorientujecie się, że to znów się stało. Nie rozumiem, dlaczego kolejną, bardzo dobrą książkę psuje zakończenie nadające się do kubła na śmieci, stworzone na zasadzie, nie bardzo wiem, co mam napisać, a to napiszę cokolwiek. Z całym szacunkiem, debiutującemu autorowi, na drodze wyjątku mogę to jeszcze wybaczyć, ale tak znanej osobistości, takich rzeczy robić nie wypada. Po prostu przekombinowane. Drodzy Czytelnicy, ze względu na przeważającą ilość zalet, jakie ma ta powieść, mogę z czystym sumieniem polecić Wam „Listy zza grobu”. Zakończenia możecie nie czytać. Puszczam do Was oczko. 

~Arianka

O autorze:
Remigiusz Mróz, także Ove Løgmansbø i mistrz polskiego kryminalu:
W 2015 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dziś to jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy. Za granicą reprezentowany przez wpływową agencję literacką Madeleine Milburn Literary Agency z siedzibą w Londynie. Jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy. Twórca kultowej Joanny Chyłki, trylogii Parabellum i kilkudziesięciu innych. Autor w swojej twórczości porusza wiele problemów społecznych np. sprawy uchodźców, mniejszości narodowych i przemoc domową. Jest również ambasadorem kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet „Kocham. Szanuję”.






środa, 18 marca 2020

28. #AjaznamPanazInstagrama, autor Przemysław Żarski i jego debiutancka powieść „Umwelt”:

Okładka książki „Umwelt”, fotografia, źródło: Archiwum prywatne;
Fotografia fragmentu obrazu „Sąd Ostatetyczny”,
autor: Hans Memling, źródło: 
efekty-uboczne.pl/sztuka/sad-ostateczny-hansa-memlinga-nieoczekiwane-spotkanie-na-placu-zabaw/,
data i godzina dostępu: 2020-03-08, 8:40;

Autor: Przemysław Żarski ,  fotografia, źródło: http://twojezaglebie.pl/przemyslaw-zarski-powraca-z-nowa-ksiazka/, data i godzina dostępu: 2020-03-08, 8:45;
Profil na Instagramie autora: @przemyslawzarski, zrzut z ekranu telefonu, źródło: Archiwum prywatne.

Notka wydawnicza:
 
autorPrzemysław Żarskitytuł oryginałuUmwelt,
formatE-bookwydawnictwo: Akurat, rok wydania2018 (Wydanie I),
 ISBN978-83-287-0814-3.

O autorze:
Instagram: @przemyslawzarski 
Przemysław Żarski: pochodzi z Sosnowca na Górnym Śląsku, miejscowości położonej bardzo blisko tej, w której mieszkam ja. Dziennikarz oraz specjalista do spraw marketingu. Pracuje w biurze prasowym w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego w Katowicach. Prywatnie mąż i ojciec. Najlepiej wypoczywa z rodziną oraz dobrą książką w ręku. Miłośnik gór i koszykówki. Thriller „Umwelt”, którego dotyczy dzisiejszy post, to jego pierwsza książka. W połowie lutego 2020 r. ukazała się kolejna powieść autora, pod tytułem, „Ślad”.

 Opis fabuły:
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we Mnie wierzy, nie umrze na wieki”. Czy ktoś z Was zauważył kiedykolwiek, że szatan na obrazie „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga ma namalowane motyle skrzydła?
W krótkim odstępie czasu na terenie Sosnowca dochodzi do dwóch zabójstw. Ofiarami są młoda kobieta, anglistka oraz lekarz psychiatra z żoną. Zostaje osierocone dziecko. Miejscowa komenda policji ma pełne ręce roboty. Czy zbrodnie  mają ze sobą powiązanie? Komisarz Berger tropi zagadkowego sprawcę. Przy zwłokach odnaleziono tak samo martwe motyle. Osobliwe przypieczętowanie morderczego czynu. Autograf od szaleńca. Motyle to symbole. Mroczne koszmary. Klucze do rozwiązania. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Czy Tomasz ocali siebie od obłędu?
Moja opinia:
„Umwelt” to z jednej strony powieść mocna, w której dominują bohaterowie płci męskiej, krwawa, momentami brutalna, z drugiej pełna od lirycznych i ładnych opisów, zupełnie jak te, które odnajduję w książkach z literatury kobiecej. Zastosowanie tego kontrastu w treści zarówno podobało mi się, jak i trochę mnie śmieszyło. Podaję jeden z ulubionych fragmentów, odnaleziony na początku książki: „Kłęby chmur sunęły po niebie. Horyzont przypominał barwą francuski przekładaniec, jasne smugi na spodzie przechodziły w złocisty karmel oblany nad linią drzew orzechową polewą nocy”. Przerwa na twórczy deser pomiędzy czytaniem o zwłokach.
Zaburzenia psychiczne są tematem interesującym i niezmiennie od co najmniej kilku lat, na czasie. Wielu autorów książek namiętnie wykorzystuje go w fabule, aby przyciągnąć uwagę odbiorcy. Bardzo go lubię. W połączeniu 
z kryminalnym śledztwem dotyczącym tajemniczego sprawcy dostałam coś zachęcającego. Dodatkowo autor użył w swoim tekście elementu religijnego. Dla mnie to nie pierwszej świeżości, ale skuteczny zabieg, który ma na celu spotęgowanie istniejącego już u czytelnika napięcia. Fajne, lecz książek w tym stylu na pęczki. „Umwelt” na początku, wymagała ode mnie sporej koncentracji. To książka nienadająca się do czytania naprędce, między zajęciem jednym a drugim, albo późno wieczorem na śpiocha. Trzeba było mi się nagłowić, bym odnalazła się jakoś we wprawnie sporządzonej przez autora mieszaninie wątków i bohaterów. 
Powieść przez większą część wywoływała u mnie ekscytację. Lektura sprawiała mi dużą przyjemność. Nie mogłam się od niej oderwać, chcąc jak najszybciej uzyskać odpowiedzi na namnażające się pytania. Jednak muszę przyznać, że mniej więcej w trzech czwartych tekstu coś zaczęło iść autorowi nie tak. Odnoszę wrażenie, że od tego momentu w zbyt krótkich odstępach, zbyt dużo kart zostało odkrytych, zamiast dziać się stopniowo aż do samego zakończenia. Przez to opadła ta bardzo dobrze stworzona, gęsta mgła tajemniczości. Gdyby dopiero przy końcówce książki nastąpiła pewna „eksplozja” wydarzeń, wtedy mój ostateczny odbiór książki byłby pozytywniejszy. Bardzo żałuję, ponieważ wiele spodziewałam się po tej lekturze, jak i dużo oczekiwałam od zakończenia. Niestety 
w miejscu ekscytacji i napięcia musiałam powalczyć z narastającym znużeniem i stało się tak, że z przymusu przewijałam karty czytnika, aby nie pozostawiać książki nieprzeczytanej. Od zakończenia nie otrzymałam zupełnie nic. Dla mnie zostało stworzone zbyt jednostajnie, z wykorzystaniem za niskiej temperatury. Czytnik wyłączyłam wreszcie na chłodno, z towarzyszącym uczuciem ulgi, a bardzo chciałam wewnętrznego rozdarcia. Ta książka jest dobra, ale czytałam już o wiele lepsze. 

~Arianka



OCENA: 6/10 (dostatecznie dobra)

Facebook:
http://www.facebook.com/spotkanieprzyliteraturze/


Instagram:
http://www.instagram.com/spotkanieprzyliteraturze/

LubimyCzytać:
http://lubimyczytac.pl/profil/581753/przyliteraturze