Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam więc Pożyczam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam więc Pożyczam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2020

26. A to niespodzianka- „Chór zapomnianych głosów” reedycja, Remigusz Mróz:

Od lewej: okładka książki „Chór zapomnianych głosów” oraz autor Remigiusz Mróz
(fotografia źródło:https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4906966/chor-zapomnianych-glosow i https://wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,21786469,remigiusz-mroz-autor-ktory-rozbil-bank.html, data i godzina dostępu: 2020-01-28, 00:30).

Notka wydawnicza: 
autor: Remigiusz Mróztytuł oryginału: Chór zapomnianych głosów,
format: Książka papierowawydawnictwo: Czwarta Strona, rok wydania2019
 ISBN: 978-83-66431-32-4

O autorze:
Remigiusz Mróz, także Ove Løgmansbø i mistrz polskiego kryminału: W 2015 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dziś to jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy. Za granicą reprezentowany przez wpływową agencję literacką Madeleine Milburn Literary Agency z siedzibą w Londynie. Jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy. Twórca kultowej Joanny Chyłki, trylogii Parabellum i kilkudziesięciu innych. Autor w swojej twórczości porusza wiele problemów społecznych np. sprawy uchodźców, mniejszości narodowych i przemoc domową. Jest również ambasadorem kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet „Kocham. Szanuję”.


Opis fabuły:
To kosmos. Wszystko dzieje się w kosmosie. W poprzednim wieku ogromna załoga złożona z wyselekcjonowanych specjalistów z różnych dziedzin rozpoczęła pozaziemską, międzygwiezdną misję na statku badawczym „Accipiter”. Głównym celem jest znalezienie  innego obiektu, na którym mógłby osiedlić się człowiek. Uczestnicy misji dryfują w przestrzeni kosmicznej, poddani głębokiej kriostazie. Niespodziewanie na statku dzieje się rzeź, wszyscy zostają poddani unicestwieniu. Wnętrze machiny zalewa krew, kości, wnętrzności, fekalia. Można byłoby pouczyć się anatomii. Astrochemik o skandynawskich rysach twarzy i muzułmanin, będący nawigatorem są jedynymi ocalałymi. Kto spowodował, a może co wywołało masakrę? Czy to sprawka obcego bytu? Czy to wirus? A może człowiek? To zagadka do rozwiązania. 

Moja opinia:
Nie lubię kobiet, które pachną mydłem,
ich trumny są czyste, a sumienia są zimne [...],
[...] Nie lubię mężczyzn, którzy pachną mydliną, 
uczciwiej od mydliny jest pachnieć szczyną [...],
[...] Nie lubię, nie lubię”.
(fragment piosenki „Nie lubię”, wykonawca Organek, tytuł płyty „Głupi”, 2015 r. ).

Zastanawiacie się pewnie jaki wspólny mianownik łączy muzyka Tomasza Organka, Remigiusza Mroza i książkę „Chór zapomnianych głosów”. Poza tym, że każdy z Panów jest autorem swojej książki, nie posiadłam wiedzy, aby Organek miał coś wspólnego z „Chórem zapomnianych głosów”. Skąd więc pomysł, aby dołączać fragment jego piosenki do tej recenzji? Odpowiadam- zwykłe skojarzenie. Myśląc o powieści, bardzo przypominam Organka, który w swoim dziwnym utworze, jakby od niechcenia, bardzo znudzony, marudzi o niedobrych kobietach i Panach. Potem w tym utworze następuje cisza, a po niej minuty brzmienia gitary. Drodzy Czytelnicy dzięki tej książce Remigiusza Mroza utwierdziłam się w przekonaniu, że nie lubię tematyki science fiction. Nie lubię książek science fiction, nie lubię filmów science fiction. Nie lubię „Gwiezdnych Wojen”. Nie lubię kosmosu, nie lubię kosmonautów, nie lubię statków kosmicznych, nie lubię kosmicznych stworów. Nie lubię, nie lubię. W temacie poza Ziemią moja wyobraźnia szwankuje. Nie potrafię, jak to kiedyś określił Remigiusz Mróz, w którymś „Posłowie”, wypełnić wyobraźnią ram świata przedstawionego, które stwarza autor. Nie potrafię przez to odpowiednio wciągnąć się w lekturę. „Chór zapomnianych głosów”, podobnie jak inne książki o tej tematyce, została w całości przeczytana, ale niestety „przemęczona”. Dlaczego więc w ogóle po nią sięgnęłam? Przyczyna jest prosta, pożyczyłam egzemplarz powieści od znajomego, który ją wychwalał. Zrobiłam to zupełnie w ciemno, nic o niej wcześniej nie wiedząc, nie widząc nawet okładki. Zasugeroławałam się jedynie nazwiskiem lubianego twórcy kryminałów, a tu czekała na mnie niespodzianka. Znajomy jest zatwardziałym fanem „Gwiezdnych Wojen” i tego typu spraw. Niech zabrzmi chwila ciszy. 
Nie twierdzę, że ta książka jest słaba. Nie ośmielę się jej krytykować za samą tematykę. Jest napisana w dobry, twierdzę, że w typowy dla Remigiusza Mroza sposób, który znam już z innych tytułów spod jego pióra. Występują w niej bohaterowie o zabawnym charakterze, którzy momentami mnie rozśmieszali. Zawiera także element zagadki, który dla niektórych może okazać się ciekawy. Mnie niestety „Chór zapomnianych głosów” nie zainteresował. Nie zabiorę się już za drugi tom. Polecam tę lekturę pasjonatom rzeczy kosmicznych. Brzmienie gitary.

~Arianka



OCENA5/10 (dostateczna)

                                                                                                                                                                   

sobota, 26 listopada 2016

11. Diana Walsh: „Pusta kołyska” [Czytam więc pożyczam; Legalna Kultura]:

Od lewej: autorka Diana Walsh, okładka książki[1].
(Niniejsza publikacja zawiera fotografie pobrane ze stron internetowych. 
Wykaz linków z dołączoną datą i godziną dostępu został umieszczony w końcowej części publikacji).
Notka wydawnicza:
autor: Diana Walsh, tytuł oryginału: Empty cradle,
tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny, tytuł: Pusta kołyska
liczba stron: 352, format: Książka papierowa
wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, rok wydania: 2013,
ISBN: 978-83-240-2404-9.

O autorce:
Twórczyni książki „Empty cradle” nie zalicza się do grona doświadczonych pisarek. Diana Walsh jest przede wszystkim matką trójki dzieci. Niemal dwadzieścia trzy lata temu autorka wraz z całą swoją rodziną przeżywała tragiczne wydarzenia. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia w 1993 r. pięciodniowa wówczas córka kobiety, Shelby, została uprowadzona ze szpitala przez chorą psychicznie porywaczkę. Pisanie książki było dla Pani Walsh rodzajem autoterapii, sposobem na wyleczenie ran i upadek murów obronnych, powstałych na skutek wieloletniej traumy związanej z rodzinnym koszmarem.
Opis fabuły:
 Cytat:
„[...] Wchodzę do pokoju i rozglądam się. Na deskach podłogowych leży dywan, którego kolor dobraliśmy do jasnobłękitnych ścian. Zza koronkowych firanek widać ciasno zaciągnięte białe żaluzje z frędzelkami. Piękna, obita perforowaną wyściółką klonowa kołyska — podarunek od rodzeństwa — jest pusta, choć leżą w niej kocyki [...] [...] czuję w sobie ogromny brak, który współgra z panującą w domu ciszą. W sercu czuję, że Shelby tu jest i że wygodnie śpi. Mogę prawie usłyszeć jak oddycha, ale kiedy spoglądam na pustą kołyskę, wiem, że naprawdę jej nie ma. Znowu dociera do mnie z pełną siłą uczucie utraty i zastanawiam się, co pocznę bez mojej córeczki [...]”.
Źródło: Walsh D., „Pusta kołyska”, Instytut Wydawniczy Znak, Kraków, 2013, s. 204, 258-259.
***
Diana Walsh pragnąc stawić czoła własnym lękom z przeszłości, postanowiła napisać książkę, w której zawarta jest historia, składająca się z jej osobistych wspomnień. „Pusta kołyska” jest przede wszystkim opowieścią
o wartościach: rodzinie, wierze, miłości i nadziei oraz o sile, jaką dają one ludziom w kryzysowych momentach ich życia. Między wersami tej opowieści czytelnicy odnajdą reportaż o porwaniu noworodka, widzianym oczami przerażonej matki. Na stronach swojej  książki autorka umieściła również fragmenty życiorysu porywaczki,
z których pomocą podjęła próbę wytłumaczenia postępowania przestępczyni, a w końcu nakreśliła czytelnikowi własną drogę, przebytą od poczucia nienawiści i chęci zemsty na drugim człowieku do zupełnego przebaczenia win i wewnętrznego oczyszczenia.
Moja opinia:
Pewnego dnia spotkałam się z poglądem, który mówi o tym, że najlepszym lekiem na skołatane nerwy jest przeniesienie własnych myśli na kawałki papieru. Mnie samej niejednokrotnie sposób ten przyniósł ukojenie. Niespodziewane wydarzenie, jakim było uprowadzenie małej Shelby postawiło na głowie spokojne życie wiedzione przez rodzinę Walsh'ów, zmieniając je na zawsze. W jego konsekwencji autorka książki przez wiele lat cierpiała na poważne zaburzenie zwane zespołem stresu pourazowego. Pani Diana bardzo szczerze i dokładnie dzieli się z odbiorcami opowieścią o najtrudniejszych przeżyciach, w której nie brak pozytywnej oraz budującej treści. Jej książka skłania do przemyśleń.
Jako osoba nosząca w sobie wiarę w Boga, kobieta szczególnie podkreśla wagę modlitwy i religijnego zjednoczenia w życiu  każdego człowieka, a zwłaszcza przeżywającego ciężkie, bolesne chwile. Z drugiej strony  „Pusta kołyska” obfituje w radosne, wywołujące uśmiech na twarzy wspomnienia kochającej mamy.
Podsumowanie:
Jesienny wieczór za oknem, pokój oświetlony sztucznym światłem żarówek i herbata o smaku jaśminowym zaparzona w kubku z namalowanymi różyczkami, długo będą przypominać mi o chwilach poświęconych książce autorstwa Pani Diany Walsh. Poważny i trudny wydawać by się mogło reportaż, okazał się pouczającą, refleksyjną i całkiem przyjemną lekturą. Polecam ją uwadze zarówno Pań, jak i Panów.
Życzę miłego czytania
i ślę do Was pozdrowienia — Arianka.
OCENA6/10 (dobra)


Wykaz źródeł fotografii użytych w niniejszej publikacji:

[1] Fotografia autorki Diany Walsh:
https://www.thestar.com/news/crime/2012/11/06/book_recalls_burlington_baby_kidnapping_case.html
(dostęp 26.11.2016, godzina 00:22);
[1] D. Walsh, „Pusta kołyska”, Instytut Wydawniczy Znak, Kraków, 2013 r.
Okładka książki:
Archiwum prywatne.


 

Facebook:
http://www.facebook.com/spotkanieprzyliteraturze/


Instagram:
http://www.instagram.com/spotkanieprzyliteraturze/

LubimyCzytać:
http://lubimyczytac.pl/profil/581753/przyliteraturze