Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 sierpnia 2021

33. W miłości nie chodzi tylko o to, by brać. Nie wystarczy być. Trzeba dać samą siebie. Magdalena Witkiewicz „Po prostu bądź”:

Sierpień to miesiąc całkiem niezdecydowany. Powinien reprezentować lato, ale na moje oko w ogóle nie może się z tym pogodzić. Jednego dnia nie może zapomnieć, jak to było za czasów wiosny, a innym razem tęskni mu się za jesienią. Głupi ten sierpień. Dziś w moich stronach znów pada deszcz. Zimno, że aż mną trzęsie. Jestem niewyspana. Siedzę zawinięta w grubą bluzę z kapturem, którą zwykle ubieram dopiero w końcówce października. Są też atrakcyjne skarpety z froty, prezent pod choinkę. Jak w obronnym pancerzu. Boję się, że dopadnie mnie kobiecość. Na fotelu obok mnie śpi mały kot, a na komodzie naprzeciwko pochrapuje kotka. Mogę się troszczyć tylko o nie, a ludzie wołają do mnie „kocia mamo”. Kiedy gonisz sławne trzydzieści lat tak, jak ja, to zaczynasz się zastawiać czy Twoi znajomi jeszcze niewinnie żartują, czy może zaczynają kpić. Siedzę i czytam książkę. Ona jest w życiowej dupie i pojawia się on. Ma wykształcenie, urodę, mamonę. Wielka, nieskończona miłość. Cyk i jest. To zupełnie jak w realnym życiu. 


 źródło: Archiwum prywatne, zrzuty ekranu. Aplikacja Empik Go.

Dzisiaj będzie o powieści „Po prostu bądź”. Została wydana dwukrotnie. Pierwszy raz w 2015 r. (okładka po lewej stronie), a ponownie w roku 2021 (okładka z prawej). Twórczość Pani Magdaleny Witkiewicz jest trochę z bajki. Czytając, za każdym razem jestem jak Dyzio Marzyciel z wiersza Juliana Tuwima. Leżę, przyglądam się błękitnemu niebu i jem... i jem... i jem. Z drugiej strony, choć czasem się bronię, jej teksty bardzo zastanawiają. A kiedy ma się obniżony nastrój, poruszają czułe struny. W ubiegłym tygodniu pisałam o Srebrnej łyżeczce*, 
a trzy lata temu o Pierwszej na liście**. Przeczytaj jeśli chcesz. Linki są na końcu posta. 
Arianka 

Na początek skrawek piosenki od TEGO Dawida. Chyba moja ulubiona i pasuje tutaj. Lubię smutne piosenki.

Dwoje najlepszych kumpli. Ramię w ramię, jeden za drugim skoczyłby w ogień. Wspólna praca, wspólne zainteresowania. Nawet kobiety podobają im się te same... Ups. Aleksander to dziecko szczęścia, udaje mu się na każdym polu. Łukasz ma w życiu bardziej pod górkę. Obaj próbują się ustatkować. Pewnego dnia Aleksander znika, na zawsze. Pola jest wyrzutkiem. Czarną owcą w rodzinie. To cena, którą musiała zapłacić za chęć spełniania marzeń  o byciu architektem. Sama musi mierzyć się z wyzwaniami, które niesie za sobą mieszkanie w dużym mieście. Nieoczekiwanie dziewczyna traci ważną dla siebie osobę. Pogrążona w głębokiej rozpaczy przestaje kontrolować to, co dzieje się wokół niej. Nie zauważa innych ludzi i ich uczuć. Magda to kobieta, która uwielbia pieniądze. Zakochany Łukasz decyduje się na wariacki krok. Czy można zbudować związek, gdy kocha tylko mężczyzna?

(Kaśka Sochacka, „Ciche dni”, 2021 r., posłuchaj na Youtube, klikając w cytat)

Czy kochałeś kiedyś kobietę tak bardzo, że byłeś w stanie zrezygnować dla niej ze wszystkich swoich potrzeb? Czy potrafiłbyś kochać tak mocno? Czy kiedykolwiek kochaliście, mimo że druga strona była ślepa? Czy kochaliście kogoś, kto był z inną osobą? Czy byliście zakochani bez wzajemności? Albo czy baliście się powiedzieć na głos o swoich uczuciach? Miłość jest wielka, cudowna i niepojęta. Można o niej marzyć i śnić. Pisać wiersze miłosne, książki, śpiewać piosenki. Ale gdy przychodzi do nas tak naprawdę, trzeba podejść do niej z pełną odpowiedzialnością i zaangażowaniem, ale postępować bardzo ostrożnie, bo jest delikatna, jak najcieńsze szkło. Miłość od nienawiści dzieli niewielka granica. Ważne jest, by w kłopotach rozmawiać ze sobą i nie pozostawiać wątpliwości oraz konfliktów bez wyjaśnienia. 
Mam problem z powieścią „Po prostu bądź” z jednej strony fabuła jest dla mnie strasznie odrealniona,
a z drugiej wydaje się taka życiowa. Ot, paradoks.  Zdecydowanie nie rozweseliła mnie ta książka. Zasmuciła
i wywołała nostalgię. Główna bohaterka przez cały czas denerwowała, a Łukasz mnie ujął, wręcz wzruszył. Chcecie wiedzieć, o co chodzi? Przeczytajcie. Polecam, jeżeli lubicie sobie pomarzyć. 

OCENA: 9/10 (BARDZO DOBRA)

Notka wydawnicza: 
autor: Magdalena Witkiewicz, 
tytuł oryginału: Po prostu bądź,

środa, 29 sierpnia 2018

20. Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat, Tatowierer-„Tatuażysta z Auschwitz” :

Od lewej: Okładka książki „Tatuażysta z Auschwitz”  oraz główni bohaterowie książki, małżeństwo Ludwig  „Lale” Sokolov (Eisenberg)
 i Gita Sokolov (Furman).
ródło: Archiwum prywatne)
Notka wydawnicza:
autorHeather Morris, tytuł oryginałuThe Tattooist of Auschwitz,
tłumaczenieKaja Guciotytuł: Tatuażysta z Auschwitz,  
liczba stron335format: Książka papierowawydawnictwoMarginesy,
rok wydania2018ISBN978-83-65973-31-3.



O autorce:
Heather Morris: Pochodzi z Nowej Zelandii. Pracując w szpitalu położonym w Melbourne, spotkała na swojej drodze starszego Pana, który nosił w swoim sercu historię sprzed ponad pół wieku. Połączyła ich wielka przyjaźń. Lale zdradził Heather swoje najdroższe wspomnienia z czasów pobytu w obozie Zagłady. Początkowo miały one postać scenariusza. Po dwunastu latach Morris zdecydowała się zmienić go w pierwszą autorską powieść „Tatuażysta z Auschwitz” (źródło: http://marginesy.com.pl/autor/286, dostęp: 2018-08-28, godzina 10:50).

Cytat:
s. 23: „(...)Lale patrzy z niedowierzaniem, jak więzień nanosi mu igłą na skórę jedna za drugą cyfry 32407. Umocowana w drewnianej obsadce igła porusza się szybko i bezboleśnie. Następnie mężczyzna bierze do ręki szmatkę umoczoną w zielonym tuszu i wciera go mocno w ranę na przedramieniu(...)(...)Jak można coś podobnego zrobić drugiemu człowiekowi? Zastanawia się, czy przez resztę życia, jakkolwiek krótkie, czy długie by ono nie było, będzie go już zawsze definiowała ta chwila, ten nierówny numer(...)”.

Opis fabuły:
Ludwig „Lale” Sokolov (dawniej Eisenberg) z pochodzenia Słowak, urodzony w miejscowości Krompachy. Wychował się w rodzinie żydowskiej. 23 kwietnia 1942 r. w wieku dwudziestu sześciu lat zostaje niewolnikiem Birkenau. Początkowo przypisano go do grupy więźniów, zmuszanych do ciężkich prac przy rozbudowie obozu. Młody mężczyzna nieustannie szczepi wśród towarzyszy cierpienia chęć przeżycia w piekle. Po czasie Lale zapada na tyfus. Esesmani rzucają jego na wpół umarłe ciało na stos przeznaczony do krematorium. Ocalony przez swych współbraci, Lale niespodziewanie zostaje Tatowierer w szeregach Wydziału Politycznego SS. W szeregach największego wroga. Lale jest zmuszony naznaczać numerami przedramiona innych więźniów transportowanych do obozu. Właśnie wtedy poznaje jedyną miłość swojego życia- Gitę. Ich uczucie dojrzewa w czasie hitlerowskiej makabry. Lale wykorzystuje przywilej częściowej nietykalności wobec niemieckich strażników, by nadstawiać karku i nieprzerwanie dopomagać innym więzionym. Pragnie dziękować za odratowanie jego życia „Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat” (s. 52).

Moja opinia:
Zdarzają się książki, które wyrywają mnie ze snu w porach kiedy moja codzienna rzeczywistość jeszcze śpi, a niebo ma czarny kolor. Czytam je ukryta pod kołdrą w ciszy wczesnego poranka, w niewyraźnym świetle lampki nocnej i latarni ulicznych, przebijającego się przez zasłonięte szyby. Na moich powiekach i w kącikach oczu królują oznaki niewyspania. Nie zważam na dźwięk budzika w telefonie obok poduszki ani na narastające krzątanie się domowników w mieszkaniu. Nie dbam o własny, przepełniony pęcherz i o brzuch nawołujący o pierwsze śniadanie. Kiedy przewracam ostatnią kartkę, a dalej jest już tylko tylna strona okładki, którą muszę zamknąć książkę, czuję, jak mój świat się zatrzymuje. Nie jestem do końca pewna, co mam zrobić. Czy powinnam wyjść przed blok, by nabrać powietrza w piersi? Czy może bardziej powinnam rzucić się z krawędzi urwiska? Wreszcie decyduję się ruszyć do kuchni, aby w końcu coś zjeść. Wyciągam z szafki połowę bochenka chleba zamkniętego w kawałku folii. Wpatruję się w rząd kromek pokrojonych równo przez maszynę w piekarni i zastanawiam się, czy należy mi się jedna, czy dwie. Wyjmuję jedną, zaglądam do lodówki i sięgam po kubeczek ze śmietankowym serkiem z dodatkiem szczypiorku i ziół. Czy chęć posmarowania nim suchego chleba nie zakrawa na przesadę? Nie wspomnę o mocnej kawie z mlekiem, którą wypiłam do kanapki w białym kubku w drobne różowe różyczki. Skręcam do łazienki po szybki prysznic i martwię się, czy strumień gorącej wody, połączony z perfumowanym mydłem i szamponem do włosów, to dla mnie nie za duży luksus? Nie, nie umyłam się poprzedniego wieczoru. Nie mogłam oderwać się od czytania. Po godzinie może dwóch po kąpieli budzę się z własnego letargu, jednak myślami nadal czytam niedawno skończoną książkę. Nadal jestem z „Tatuażystą z Auschwitz”. Wciąż Lale jest obok mnie...
~*~
Historia wszystkich wydarzeń II Wojny Światowej pozostanie niepojęta i na zawsze nieskończona. Nigdy nie opiszą jej w pełni żadni odkrywcy, historycy, scenarzyści, pisarze i muzycy. Książki literatury faktu, wojenne dokumenty i reportaże są fragmentami tej historii, które lubię wyłapywać i wciąż, ciągle i ciągle czerpać z nich dla siebie nową wiedzę.  

Bardzo się cieszę, że mogę podzielić się myślami o Tatuażyście z Auschwitz” z moimi Czytelnikami. Gorąco zachęcam Was do przeczytania tej książki. Sięgnijcie po kolejny fragment historii. 

Arianka 

sobota, 25 sierpnia 2018

19. Emocjonalny walec: „Cudowny Chłopak”, R. J. Palacio i jej kanapeczka:

Od lewej: Okładka książki „Cudowny Chłopak” i  autorka R. J. Palacio
(źródło: Archiwum prywatne + https://www.goodhousekeeping.com/life/entertainment/a46798/wonder-author-rj-palacio-question-answer/,dostęp: 2018-08-23, godzina 21:38)

Notka wydawnicza:
autor: R. J. Palacio, tytuł oryginału: Wonder,
tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgårdtytuł: Cudowny Chłopak,  
liczba stron: 416format: Książka papierowawydawnictwo: Albatros,
rok wydania2018 (wydanie II)ISBN978-88-8125-074-0.


O autorce:
R. J. Palacio: Pisarka z Nowego Yorku. Ukończyła Wyższą Szkołę Sztuki i Projektowania na Manhattanie oraz Parsons School of Design, dzięki której zyskała zawód ilustratorki. Przez wiele lat była dyrektorem artystycznym kilku dużych wydawnictw książek. Stworzyła tysiące okładek dla rzeszy twórców prozy non-fiction, a także fikcji literackiej. Powieść „Cudowny Chłopak” to jej autorski debiut, wydany w czterdziestu pięciu krajach. Zyskał do tej pory ponad sześć milionów fanów (żródło: http://cudownychlopak.pl/o-autorce/, dostęp: 2018-08-23, godzina 22:25).

Cytat:
s. 272-273: „(...)nie, nie, wcale nie decyduje przypadek. gdyby to rzeczywiście on decydował o wszystkim, świat zostawiłby nas samymi sobie, a przecież tak nie robi. troszczy się o najsłabsze stworzenia w niezauważalny dla nas sposób, na przykład poprzez rodziców, którzy obdarzają cię ślepą miłością(...)(...) albo poprzez chłopaka mówiącego chropowatym głosem, od którego z twojego powodu odcięli się koledzy(...)(...) być może świat jest loterią, ale w końcu doprowadza do tego, że następuje równowaga. świat troszczy się o wszystkie swoje ptaszki(...)”.

Opis fabuły:
Dziesięcioletni August Pullman to całkiem zwyczajny dzieciak. Jest mądry, przyjacielski i zabawny, uwielbia „Gwiezdne Wojny”. Ma bardzo kochających rodziców i starszą siostrę Vię. Auggie urodził się z rzadką chorobą genetyczną, która uczyniła jego twarz zupełnie inną niż u większości ludzi. Deformacje, szczególnie te w okolicach oczu i żuchwy, przypominają widok jak po ciężkim poparzeniu. Chłopiec przeżył dotychczas kilkadziesiąt operacji z tego powodu. Przez to, że musiał być cały czas kontrolowany przez lekarzy i ciągle rehabilitowany, zawsze uczył się tylko w swoim domu. Tej jesieni pierwszy raz w życiu, zostaje zapisany do normalnej szkoły, w której może przebywać razem z innymi dziećmi. Świeżo upieczony uczeń opowiada czytelnikom o swojej niezwykłej codzienności. Nowe sytuacje z nowymi ludźmi dla każdego bywają nieprzyjemne, nawet dla tych, którzy nie są Augustem i mają zupełnie zwyczajną twarz. 

Moja opinia:
Powieść „Cudowny Chłopak”, choć tak lekka, że mogłam ją bez rozpraszania, czytać w zatłoczonym, gwarnym korytarzu u drzwi gabinetu lekarskiego, była dla mnie jak emocjonalny walec. Rozpłaszczałam się pod jej naporem jak miękkie i delikatne ciasto naleśnikowe.
Podobnie jak bardzo pozytywny, mały bohater Auggie przyszłam na świat z chorobą, która sprawia, że jestem sprawna inaczej. Moje ciało nie jest takie, jak u większości zdrowych, atrakcyjnych kobiet, które na ogół podobają się mężczyznom. Miewam ograniczone ruchy. W mieście poruszam się na wózku inwalidzkim, bo moje nogi nie są tak silne, aby pokonywać długie dystanse. Jeśli już chodzę to tylko w obszarze niewielkiego mieszkania, w dodatku w tak pokraczny sposób, że aż bywam tym zakłopotana. Każdego dnia, jak Auggie, spotykam się z ludzkim strachem w kontaktach ze mną, ciekawskimi spojrzeniami na ulicy i głupimi dla mnie pytaniami. W przeszłości tak samo jak on przeszłam kilka operacji, które przez pewien długi czas zamykały mnie samą, na zmianę w szpitalu lub w domu. Nie mogłam wówczas chodzić do szkoły, rozmawiać i spędzać czasu z moimi kolegami i koleżankami klasowymi. Jeśli już oni mnie odwiedzali, większość z nich otwarcie przyznawała, że wychowawca obiecał dać im plusa za aktywność. Okrutne, ale to fakty. W obliczu dorosłego życia uważam, że przez tamte wydarzenia bardzo dużo straciłam, zwłaszcza jeśli chodzi o zawiązywanie relacji społecznych. Dziś jako kobieta mająca grubo ponad dwadzieścia lat na karku, czuję się czasami jak trzynastolatka, ucząca się nieznanych zachowań kroczek po kroczku. Książka „Cudowny Chłopak” budziła we mnie ponure duchy z dawnych lat, wprowadzała w negatywne nastawienie, ale też wzruszała i bawiła. Nie sposób było nie potraktować jej bardzo osobiście.
~*~
Czy kojarzycie autora bestsellerowej powieści z 2014 roku „Gwiazd naszych wina” albo wydanej ponad pół roku później „Will Grayson, Will Grayson”? Książki stworzone piórem młodego pisarza Johna Greena, jakie miałam okazję przeczytać do tej pory, kojarzą mi się z kanapkami. Jednak nie z takimi zwykłymi kanapkami, które mama przygotowuje nam do szkoły albo, które sami od niechcenia robimy w pośpiechu, przed pracą, żeby nie umrzeć głodnymi. Chodzi mi bardziej o takie serwowane przez catering przy okazji wydarzeń kulturalnych lub przygotowywane przez restauracje na akcje promocyjne. Maleńkie kanapeczki z mnóstwem kolorowych, przepysznych dodatków w połączeniach, które nie przyszłyby nam do głowy. To znaczy, cieszą one najpierw nasze oczy, zadowalają podniebienie i umysł, pozostają nam po nich miłe wspomnienia, ale tak naprawdę to chap, chap, dwa gryzy i po jedzeniu. Przepraszam, umieram z głodu, pisząc ten fragment. John Green pisze powieści trochę takie jak te kanapeczki. Bardzo wartościowe i miłe, ale też leciutkie, łatwe do przeczytania w każdych warunkach. Chap, chap. Nim się obejrzymy, już jesteśmy na końcu książki. Czytając „Cudownego Chłopaka”, od początku miałam wrażenie, że debiutująca R. J. Palacio albo czytała powieści Greena równie zapamiętale, jak ja, albo tak samo miała wielką ochotę na kanapeczkę. Pokuszę się też o stwierdzenie, że sposób napisania niektórych fragmentów książki (np. s. 249-273) jest jak kopia oryginałów, które zapamiętałam z „Will Grayson, Will Grayson”.

Arianka

OCENA9/10 (bardzo dobra)



sobota, 26 listopada 2016

11. Diana Walsh: „Pusta kołyska” [Czytam więc pożyczam; Legalna Kultura]:

Od lewej: autorka Diana Walsh, okładka książki[1].
(Niniejsza publikacja zawiera fotografie pobrane ze stron internetowych. 
Wykaz linków z dołączoną datą i godziną dostępu został umieszczony w końcowej części publikacji).
Notka wydawnicza:
autor: Diana Walsh, tytuł oryginału: Empty cradle,
tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny, tytuł: Pusta kołyska
liczba stron: 352, format: Książka papierowa
wydawnictwo: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, rok wydania: 2013,
ISBN: 978-83-240-2404-9.

O autorce:
Twórczyni książki „Empty cradle” nie zalicza się do grona doświadczonych pisarek. Diana Walsh jest przede wszystkim matką trójki dzieci. Niemal dwadzieścia trzy lata temu autorka wraz z całą swoją rodziną przeżywała tragiczne wydarzenia. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia w 1993 r. pięciodniowa wówczas córka kobiety, Shelby, została uprowadzona ze szpitala przez chorą psychicznie porywaczkę. Pisanie książki było dla Pani Walsh rodzajem autoterapii, sposobem na wyleczenie ran i upadek murów obronnych, powstałych na skutek wieloletniej traumy związanej z rodzinnym koszmarem.
Opis fabuły:
 Cytat:
„[...] Wchodzę do pokoju i rozglądam się. Na deskach podłogowych leży dywan, którego kolor dobraliśmy do jasnobłękitnych ścian. Zza koronkowych firanek widać ciasno zaciągnięte białe żaluzje z frędzelkami. Piękna, obita perforowaną wyściółką klonowa kołyska — podarunek od rodzeństwa — jest pusta, choć leżą w niej kocyki [...] [...] czuję w sobie ogromny brak, który współgra z panującą w domu ciszą. W sercu czuję, że Shelby tu jest i że wygodnie śpi. Mogę prawie usłyszeć jak oddycha, ale kiedy spoglądam na pustą kołyskę, wiem, że naprawdę jej nie ma. Znowu dociera do mnie z pełną siłą uczucie utraty i zastanawiam się, co pocznę bez mojej córeczki [...]”.
Źródło: Walsh D., „Pusta kołyska”, Instytut Wydawniczy Znak, Kraków, 2013, s. 204, 258-259.
***
Diana Walsh pragnąc stawić czoła własnym lękom z przeszłości, postanowiła napisać książkę, w której zawarta jest historia, składająca się z jej osobistych wspomnień. „Pusta kołyska” jest przede wszystkim opowieścią
o wartościach: rodzinie, wierze, miłości i nadziei oraz o sile, jaką dają one ludziom w kryzysowych momentach ich życia. Między wersami tej opowieści czytelnicy odnajdą reportaż o porwaniu noworodka, widzianym oczami przerażonej matki. Na stronach swojej  książki autorka umieściła również fragmenty życiorysu porywaczki,
z których pomocą podjęła próbę wytłumaczenia postępowania przestępczyni, a w końcu nakreśliła czytelnikowi własną drogę, przebytą od poczucia nienawiści i chęci zemsty na drugim człowieku do zupełnego przebaczenia win i wewnętrznego oczyszczenia.
Moja opinia:
Pewnego dnia spotkałam się z poglądem, który mówi o tym, że najlepszym lekiem na skołatane nerwy jest przeniesienie własnych myśli na kawałki papieru. Mnie samej niejednokrotnie sposób ten przyniósł ukojenie. Niespodziewane wydarzenie, jakim było uprowadzenie małej Shelby postawiło na głowie spokojne życie wiedzione przez rodzinę Walsh'ów, zmieniając je na zawsze. W jego konsekwencji autorka książki przez wiele lat cierpiała na poważne zaburzenie zwane zespołem stresu pourazowego. Pani Diana bardzo szczerze i dokładnie dzieli się z odbiorcami opowieścią o najtrudniejszych przeżyciach, w której nie brak pozytywnej oraz budującej treści. Jej książka skłania do przemyśleń.
Jako osoba nosząca w sobie wiarę w Boga, kobieta szczególnie podkreśla wagę modlitwy i religijnego zjednoczenia w życiu  każdego człowieka, a zwłaszcza przeżywającego ciężkie, bolesne chwile. Z drugiej strony  „Pusta kołyska” obfituje w radosne, wywołujące uśmiech na twarzy wspomnienia kochającej mamy.
Podsumowanie:
Jesienny wieczór za oknem, pokój oświetlony sztucznym światłem żarówek i herbata o smaku jaśminowym zaparzona w kubku z namalowanymi różyczkami, długo będą przypominać mi o chwilach poświęconych książce autorstwa Pani Diany Walsh. Poważny i trudny wydawać by się mogło reportaż, okazał się pouczającą, refleksyjną i całkiem przyjemną lekturą. Polecam ją uwadze zarówno Pań, jak i Panów.
Życzę miłego czytania
i ślę do Was pozdrowienia — Arianka.
OCENA6/10 (dobra)


Wykaz źródeł fotografii użytych w niniejszej publikacji:

[1] Fotografia autorki Diany Walsh:
https://www.thestar.com/news/crime/2012/11/06/book_recalls_burlington_baby_kidnapping_case.html
(dostęp 26.11.2016, godzina 00:22);
[1] D. Walsh, „Pusta kołyska”, Instytut Wydawniczy Znak, Kraków, 2013 r.
Okładka książki:
Archiwum prywatne.


 

Facebook:
http://www.facebook.com/spotkanieprzyliteraturze/


Instagram:
http://www.instagram.com/spotkanieprzyliteraturze/

LubimyCzytać:
http://lubimyczytac.pl/profil/581753/przyliteraturze

niedziela, 18 września 2016

10. Yeonmi Park: "Przeżyć; Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności":

Od lewej: okładka książki, autorka Yeonmi Park[1].
(Niniejsza publikacja zawiera fotografie pobrane ze stron internetowych. 
Wykaz linków z dołączoną datą i godziną dostępu został umieszczony w końcowej części publikacji).
Notka wydawnicza:
autor: Yeonmi Park we współpracy z Maryanne Vollers, 
tytuł oryginału: In order to live A North Korean Girl's Journey to Freedom,
tłumaczenie: Tomasz Wyżyński,
tytuł: Przeżyć; Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności,
liczba stron: 303, format: książka papierowa, wydawnictwo: Czarna Owca,
rok wydania: 2015, ISBN: 978-83-8015-246-5.

O autorce:
Drodzy Czytelnicy, w najmroźniejszym rejonie Korei Północnej, gdzie zima utrzymuje się przez większą część roku, a temperatury osiągają tu okresowo nawet minus czterdzieści stopni Celsjusza, nad rzeką Yalu, wpadającą do Morza Żółtego, znajduje się graniczące z Chinami miasto o nazwie Hyeasan. To właśnie w tym miejscu urodziła się i dorastała twórczyni książki, którą będę dla Was omawiała w dzisiejszym poście.
Yeonmi Park przyszła na świat 4 października 1993 roku. Wychowywano ją w zaciekłej wierze w świętość północnokoreańskiego reżimu oraz propagandy, które nakazują czcić dyktatorskie rządy dynastii Kimów. Wraz
z upływem lat, podczas których w Korei Północnej kwitł proceder handlu towarami sprowadzanymi z Chin oraz Korei Południowej, za sprawą pirackich płyt z zakazanymi filmami i muzyką, pokazujących zupełnie inny świat,
w dziewczynie zrodziło się pragnienie lepszego życia.
W 2007 r. po tym, jak północnokoreańskie władze skazały ciężko chorego ojca Yeonmi na pobyt w obozie koncentracyjnym za handel metalami szlachetnymi, niespełna czternastoletnia wówczas dziewczyna uciekła  wraz
z matką do Chin, okrążając zamarzniętą rzekę Yalu. Po długiej wędrówce, obfitującej w wiele tragicznych wydarzeń przedostała się do Korei Południowej przez granicę mongolską, aby na stałe zamieszkać z rodziną
w Seulu i tam odnaleźć wolność.

 Miejscowość Hyesan nad rzeką Yalu, Korea Północna. Rodzinne miasto Yeonmi Park[2].
(Niniejsza publikacja zawiera fotografie pobrane ze stron internetowych. 
Wykaz linków z dołączoną datą i godziną dostępu został umieszczony w końcowej części publikacji).

Dziś dwudziestotrzyletnia Yeonmi Park jest wzorową studentką prawa karnego i podróżuje po całej Europie oraz Stanach Zjednoczonych, stając w obronie praw mieszkańców Korei Północnej. 
Rząd Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (KRLD) pod przywództwem Kim Dzong Una uznał ją za „Trujący grzyb, który wyrósł na stercie śmieci”, a każda osoba, która kiedykolwiek miała styczność z rodziną Park, bliscy i dalecy krewni, przyjaciele, czy sąsiedzi pozostający na terenie Korei Północnej, zostali poddani regularnym przesłuchaniom oraz prześladowaniom. 


Zdjęcia przedstawiają Yeonmi Park ubraną w tradycyjny w Korei Północnej damski strój o nazwie hanbok. Fotografie zostały wykonane w czasie wystąpienia Yeonmi na szczycie organizacji One Young World w 2014 r. w Dublinie. Celem tej organizacji jest zrzeszanie młodych liderów z całego świata oraz opracowywanie rozwiązań dla największych światowych problemów[3].
(Niniejsza publikacja zawiera fotografie pobrane ze stron internetowych. 
Wykaz linków z dołączoną datą i godziną dostępu został umieszczony w końcowej części publikacji).

Opis fabuły:
Jak pisze sama autorka na stronie 22 „[...] czasem trzeba przekształcić własne wspomnienia w opowieść, która nadaje sens pozornie niewytłumaczalnym wydarzeniom [...] [...] Oto opowieść o wyborach, których dokonałam, by przeżyć”. Yeonmi podzieliła treść swojej książki na trzy części. W pierwszej kolejności otwiera przed odbiorcami możliwość przeczytania o jej trudnym dzieciństwie w Hyesan, a tym samym podejmuje próbę uświadomienia czytelników w zakresie historii rodzinnego państwa oraz społecznych zasad i mechanizmów politycznych funkcjonujących w Korei Północnej. Druga część książki zawiera relację z kilkumiesięcznego pobytu w Chinach, gdzie Yeonmi i jej matka stały się ofiarami handlarzy żywym towarem, którzy zwykli wykorzystywać zastraszone północnokoreańskie kobiety na tle seksualnym. Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po książkę ,,Przeżyć będziecie mieli również okazję do zagłębienia się w opis życia autorki w zupełnie innym, tzn. wolnym dla obywateli państwie, jakim jest Korea Południowa. W ostatniej części książki Yeonmi opowiada m.in. o swoich pierwszych dniach na południu w specjalnie przystosowanym ośrodku przeznaczonym dla uchodźców, odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, swoich studiach, a także  o działalności na rzecz ochrony praw człowieka. 

Moja opinia:
Yeonmi Park ubrała wszystkie, koszmarne wspomnienia oraz najbardziej osobiste sekrety sprzed lat w słowa, które zostały zamknięte, z pomocą ghostwriter’ki Maryanne Vollers, w stosunkowo wąskim pliku papieru. 
Przyznam uczciwie, że zanim przeczytałam książkę pt. ,,Przeżyć”, niewiele wiedziałam o Korei Północnej. Kojarzyłam to państwo przede wszystkim z podziałem geograficznym, panującą w nim dyktaturą oraz z otyłym przywódcą z podejrzanym wyrazem twarzy, który nakazuje nosić obywatelom dziwne fryzury ze specjalnej listy utworzonej przez rząd. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak ogromną skalę osiąga proces ,,prania umysłów” społeczeństwa przez władzę, czy też z tego, jak duży jest stopień zaślepienia ludu względem uwielbienia dla jego ukochanego przywódcy. Chcę przekazać, że Yeonmi nie ograniczyła się w książce, wyłącznie do przedstawienia nam opisu ucieczki z własnego kraju i tego, co stało się po niej. Ja odebrałam jej opowieść jako zestawienie trzech leżących blisko siebie azjatyckich państw oraz bardzo ciekawe ukazanie najważniejszych cech ich działania od strony wewnętrznej z punktu widzenia zarówno małej dziewczynki, jak i dorosłej już teraz kobiety. Warty wspomnienia jest również fakt, że książka została wyposażona w mapkę, na której wyraźnie zaznaczono wszystkie miejsca, o których Yeonmi wspomina w tekście. Może się ona okazać pomocnym narzędziem dla osób, podobnie jak ja, cierpiących na brak wyobraźni przestrzennej i mających odwieczny kłopot ze wskazywaniem kierunków.

Podsumowanie:
Moi Czytelnicy, wyobraźcie sobie własne życie i rozumowanie m.in. z brakiem możliwości wyboru wiary (bo rozkazują Wam modlić się wyłącznie do północnokoreańskich polityków), z brakiem dostępu do telefonów, książek, telewizji, internetu, czy jakichkolwiek innych form zdobywania wiedzy i źródeł rozrywki, ponieważ wszędzie szerzona jest rządowa propaganda chwaląca potęgę władz, a na każdym kroku za waszymi plecami czai się groźba kary więzienia lub dożywotniego zamknięcia w obozie pracy? Czy czytając ten fragment, próbujecie skierować swoje myśli do czasów II wojny światowej? Nie. Historia zawarta w książce ,,Przeżyć” rozpoczęła się prawie dwadzieścia trzy lata temu i trwa do dzisiaj. 
Moim zdaniem każdy człowiek, a w szczególności czytelnik powinien nosić w sobie chęć poświęcenia uwagi osobie, która ma mu coś ważnego do przekazania. Yeonmi Park potrafiła zainteresować mnie już od pierwszych stron. Zapraszam Was do lektury.
Miłej niedzieli — Arianka

OCENA: 9/10 (bardzo dobra)





Wykaz źródeł fotografii użytych w niniejszej publikacji:
[1]Y. Park, ,,Przeżyć; Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności”, Czarna Owca, Warszawa, 2015 r.
Okładka książki: 
https://woblink.com/e-book,pozostale-czarna-owca-przezyc-droga-dziewczyny-z-korei-polnocnej-do-wolnosci-yeonmi-park-maryanne-vollers,21883 
(dostęp: 30.08.2016, godzina 06:19).
[1]Fotografia autorki Yeonmi Park:
(dostęp 30.08.2016, godzina 06:26).
[2]Fotografie miejscowości Hyesan:
(dostęp 01.09.2016, godzina 9:50).
(dostęp 01.09.2016, godzina 9:52).
(dostęp 01.09.2016, godzina 9:58).
(dostęp 01.09.2016, godzina 9:58).
(dostęp 01.09.2016, godzina 10:12).
[3]Yeonmi Park na Young World Summit 2014. Dublin Irlandia:
(dostęp 30.08.2016, godzina: 06:37).